Ocena ryzyka w zdigitalizowanym świecie

15 cze 2020

Dlaczego czas spędzony na wyszukiwaniu informacji pozostaje nadal kluczowym czynnikiem sukcesu?

Sprawdzenia kontrahentów przed transakcją i analiza ryzyka chronią nas przed nierzetelnymi dostawcami i potencjalnymi, złymi klientami. Oprócz klasycznych źródeł, takich jak bazy z dłużnikami, przedsiębiorstwa coraz częściej decydują się na cyfrowy sposób wyceny ryzyka, który za sprawą Big Data oferuje znacznie bardziej wyrafinowaną ocenę sytuacji finansowej firmy. 

 

16 czerwca 2019 roku był czarnym dniem dla N26. Niemieckiego neobanku z siedzibą w Berlinie. Oferującego swoje usługi w większości krajów strefy euro, także w Szwajcarii i USA. Kilka banków spółdzielczych czasowo zawiesiło płatność na rzecz tego popularnego w Europie banku internetowego, przyciągającego znaczne zainteresowanie opinii publicznej. Mało tego, zdecydowano się również zamrozić współprace także z innymi instytucjami finansowymi, w tym przede wszystkim takimi jak FidorRevoultBunqSolarisbank 

W wyjaśnieniu czytamy, że banki spółdzielcze zdecydowały się na zawieszeniu współpracy po tym jak drastycznie wzrosła liczba odnotowanych przypadków oszustw opartych na złamaniu mechanizmu monitorującego i zatwierdzającego transakcje w wyżej wymienionych bankach internetowych. Niemieckie Stowarzyszenie Prasowe donosi, że mobilny numer „TAN” (Trans-Aktions-Nummer), niezbędny do przeprowadzenia wielu operacji bankowych, przesyłany na przenośne urządzenie i używany do monitorowania i zatwierdzania transakcji jest szczególnym i głównym celem oszustów. Dzisiaj podmioty wznowiły współpracę, jednak przekazanie płatności z konta na konto jest możliwe dopiero po wyrażeniu zgody osoby zainteresowanej.  

Zachowanie równowagi między wygodą klienta a jego bezpieczeństwem przy dokonywanych transakcjach chyba w żadnej innej branży nie nabiera tak istotnego znaczenia jak w przypadku bankowości elektronicznej. Szczególnie w sektorze B2B, czyli współpracy między przedsiębiorcami. Szczególnie tutaj transakcje są dość ryzykowne z racji ich największych obrotów. Prawdą jest, że bezpośrednie przelewy internetowe, takiej jak PayPal generują 52 proc. całkowitego obrotu przelewów elektronicznych, ale przede wszystkim wykorzystywane są w przypadku mniejszych kwot.   

Wedle szacunków z 2018 roku tylko w Austrii 38 proc. wszystkich płatności online jest dokonywanych na podstawie wystawionej faktury. Płatności PayPal i karty kredytowe generują blisko jed piątą ruchu. Obraz płatności w sąsiadującej Szwajcarii jest mocno zbliżony. Trzeba wiedzieć, że w niemal wszystkich krajach na świecie karty debetowe i kredytowe są najbardziej popularnymi metodami płatności. Jednocześnie, mimo stosunkowo niewielkiego udziału, pod względem wielkości kwot przelewu większość płatności jest dokonywana dopiero po wystawieniu faktury. 

Sytuacja dodatkowo komplikuje się w przypadku sprzedawców detalicznych. Oferując tylko bezpieczne metody płatności, takie jak dla przykładu przedpłata, ryzykują utratę wielu potencjalnych klientów. A na to nie można sobie pozwolić w trudnych, nieprzewidywalnych, dzisiejszych czasach. Jeśli natomiast decydują się na uwzględnienie płatności kart kredytowych to z tego tytułu naliczane są wysokie opłaty bankowe. Dodatkowo w wielu krajach np. w Niemczech karty kredytowe nie są popularnym środkiem płatności.  

Sytuacji nie rozwiązuje również rozbudowanie i mnogość metod płatności. Prawdą jest, że to znaczne ułatwienie dla użytkownika, ale jednocześnie prawdziwe wyzwanie dla samego przedsiębiorcy z racji kontroli i monitoringu płatników i płatności. Ze szczególnym uwzględnieniem tego, kto dokładnie dokonał płatności. Biorąc to wszystko pod uwagę, ostatecznie to detalista decyduje, która metoda płatności jest dla niego najbardziej korzystna, odpowiednia i bezpieczna. Ale i to rozwiązanie nie pozostaje bez wad. Bowiem narzucenie klientowi wybranej przez przedsiębiorcę metody płatności niezgodnej z przyzwyczajeniami klienta często prowadzi w rzeczywistości do porzucenia tuż przed płatnością pełnego koszyka zakupowego.  

 

Algorytmy

Wszystko to sprawia, że zagadnienie sprawdzenia wypłacalności klienta w procesie płatności elektronicznej nabiera szczególnego znaczenia, a testowane metody oceny stają się coraz to bardziej wyrafinowane. Lwia część startupów takich jak FinTech, które opracowują nowe rozwiązania dla sektora finansowego poświęca krocie i drogocenny czas właśnie na opracowanie innowacyjnych, bezpiecznych i przyjaznych metod sprawdzających wiarygodność uczestników wymiany handlowej. 

Innowacyjne metody sprawdzające mają jeden wspólny mianownik: zamiast prostego, zero-jedynkowego sprawdzenia badanego podmiotu w bazie dłużników, algorytmy zestawiają wszelkie dane z różnych źródeł. Uwzględniają dla przykładu adres zarejestrowania potencjalnego klienta, jego moralność płatniczą w stosunku do innych firm, terminowość spłaty kredytów bankowych, zaległości z tytułu opłat podatkowych, a w niektórych skrajnych przypadkach, nawet jego aktywność w mediach społecznościowych. Dla przykładu, firma FinTech z Hamburga na podstawie analizy doszła do tego, że brak historii kredytowej badanego podmiotu wiąże się w dużej części z brakiem posiadania konta bankowego. Brak konta bankowego i co za tym idzie brak historii kredytowej właściwie wyklucza takie podmioty z tradycyjnego obiegu, przypisując im niewiarygodność. No chyba, że dana instytucja finansowa zdecyduje się na szczegółową i zindywidualizowana kontrolę.  

Jeśli natomiast mówimy o przepływach pieniężnych, to oczywistym jest fakt, że kluczowe znaczenie ma możliwość oceny ryzyka wypłacalności lub niewypłacalności klientów. Istnieje swoistego rodzaju zależność między wzrostem ryzyka, przepływami pieniężnymi a maksymalizacją obrotów. Krótko mówiąc, działania mające na celu szybki wzrost firmy pociągają za sobą większe ryzyko straty. Tylko rzetelna kontrola wiarygodności kredytowej może pomóc w rozwiązaniu tego problemu, podobnie jak solidny i zautomatyzowany system zarządzania płatnościami i wraz z monitoringiem należności. 

 


Sprawdzanie wiarygodności kredytowej dostawcy

Zbyt wiele małych przedsiębiorstw zapomina, że także ich dostawcy towarów i usług mo zbankrutować i tym samym postawić ich w trudnej sytuacji. Szczególnie w przypadku, kiedy mówimy o silnym uzależnieniu od jednego dostawcy. Sytuacja taka doczekała się nawet własnego nazewnictwa w języku angielskim. „Single-source procurement – rozumie się jako silne uzależnienie od jednego źródła dostawy. W takiej sytuacji niewypłacalny lub mało wiarygodny dostawca może w ostatecznym rozrachunku okazać się dla małej firmy zabójczy. Druga sprawa, to taka że po rozwiązaniu współpracy to właśnie na tą najmniejszą firmę spadają koszty związane ze znalezieniem nowych dostawców, co oznacza zachwianiem sytuacji finansowej firmy. Zatem, jeśli twój własny łańcuch dostaw produkcyjnych zatrzymał się z powodu zamknięcia jedynego lub największego dostawcy to, z całą pewnością wpłynie to nie tylko na twój przychód ale także na relacje z pozostałymi twoimi klientami. Będzie wiązało się to z utratą zaufania i w konsekwencji możliwości odejścia klientów. 

Biorąc pod uwagę powyższe, naturalnym wydaje się znalezienie drugiego, równie ważnego dostawcy. Taka sytuacja, z całą pewnością zmniejsza ryzyko, ale niestety wiąże się ze spadkiem wolumenu zamówień i znaczenia firmy w portfelu klienta. Skutkuje mniejszymi rabatami i słabszą pozycją negocjacyjną.  

Jak zatem pogodzić te sprzeczne cele? Philipp Mall jest konsultantem w sprawach biznesowych, specjalistą ds. zakupów w spółce Inverto, który w wywiadzie dla magazynu „Markt & Technik” dzieli się wiedzą: 

Stały monitoring rynku dostawców: To niesie za sobą dwojaką korzyść. Nie tylko minimalizuje ryzyko, ale także pozwala na poznanie tańszych i lepszych dostawców. 

Produkty standardowe: Jeśli już znaleźliśmy się w sytuacji, której jesteśmy uzależnieni od jednego źródła dostawy, to w miarę możliwości unikajmy zamawiania niestandardowych komponentów. Pozwoli to na uniknięciu poważnych kłopotów w chwili kiedy łańcuch dostaw zostanie przerwany. Wówczas dużo łatwiej jest znaleźć alternatywne rozwiązania. 

Podwójne źródło dostawy: W miarę możliwości unikaj sytuacji uzależnienia się od jednego dostawcy. Zawsze starać się mieć alternatywę i asa w rękawie. Ciągłość dostaw zapewni Co tylko posiadanie planu B. 

Ciągła komunikacja z dostawcami: W sytuacji idealnej, najlepiej byłoby abyś dążył do podpisania umów długoterminowych, które są nie tylko gwarantem produkcji twojej firmy ale zapewniają jej przede wszystkim istnienie w długiej perspektywie czasu. Dodatkowo, współpraca prowadząca do wspólnego i wzajemnego rozwoju produktów i linii produkcyjnych pozwala na uzyskanie dogłębnej wiedzy i lepszego zrozumienia działalności dostawcy.  

Ocena ryzyka w cyfrowym świecie wymiany handlowej jest elementem koniecznym. Zarówno w przypadku B2C jak i B2B. W przypadku tego drugiego wykorzystanie narzędzi do cyfrowego zarządzania ryzykiem jest nadal niedostatecznie rozpowszechnione, zwłaszcza w przypadku małych i średnich przedsiębiorstw. Paradoksalnie to właśnie one najbardziej cierpią w sytuacji kiedy dostawcy bankrutują lub rezygnują ze współpracy. Zobacz jak łatwo jest zoptymalizować zarządzanie przepływami pieniężnymi, zamów przykładowy raport „D&B Credit reporter”, żeby zobaczyć, jak możemy Ci pomóc w zarządzaniu przepływami pieniężnymi.  

 

Przykładowy raport D&B Credit Reporterimageln6aa.png

 

Jak uniknąć zaległości w płatnosciach: 

  • Zoptymalizują model podejmowania decyzji kredytowych, 
  • monitoruj ryzyko, 
  • monitoruj rynek w celu pozyskania cennych informacji, 
  • korzystaj z narzedzi do globalnego zarządzania portfelem klientów pod kątem ryzyka. 

Wprowadź swój adres e-mail i pobierz bezpłatnie nasze badanie zwyczajów płatniczych na świecie.